MIEJSCE: MARIBELL SJOBUER
TERMIN: 27.04-07.05.2016
SKŁAD:  ŁUKASZ, PAWEŁ, WALDEK, ZBYSZEK
INFORMACJE:

Po raz pierwszy postanowiliśmy odbyć wyprawę do Norwegii samolotem. Bardzo długo rozważaliśmy tą opcję i przez długi czas podchodziliśmy do niej z rezerwą. Baliśmy się kosztów, problemów logistycznych oraz transportu ryb w drodze powrotnej. Decyzja o podróży samolotem okazała się jednak strzałem w dziesiątkę. Niesamowite było to, że jednego dnia rano zapakowaliśmy się do auta, by już wieczorem siedzieć na łódce i łowić pierwsze smaczne rybki na kolację.

Maribel Sjohus okazało się bardzo fajną miejscówką. Zastaliśmy tam komfortowe domki oraz niezawodne aluminiowe łodzie z 50-konnymi silnikami, o które właściciel wyjątkowo dba. Dobrze wyregulowane echosondy i pełne wsparcie gospodarza składały się na to, że łodzie pracowały dokładnie tak, jak powinny. Eivind (właściciel) codziennie rano zaglądał do nas, by sprawdzić czy wszystko w porządku oraz podsuwał cenne wskazówki dotyczące dobrych miejsc na połów. Bez problemu pożyczył nam nawet za darmo auto na wycieczkę do Tromso, gdy już nasyciliśmy się codziennymi bardzo obfitymi połowami (tak, to jest możliwe!). Co do samego miejsca, to warto jeszcze dodać, że kilkaset metrów od bazy mieścił się dobrze wyposażony sklep, w którym mogliśmy dokupić potrzebne nam rzeczy.

Nieświadomi do końca tego, jakie ryby przyjdzie nam łowić , dzięki wspaniałej pogodzie, udaliśmy się na łowiska, które Norwedzy dobrze znają – Malangsgrunnen. Okazało się, że termin, który wybraliśmy (przełom kwietnia i maja) jest doskonały na Skrei-e (dorsze tarlaki, które przybyły tutaj z jeszcze dalszej północy). Ryby, które kojarzyły nam się z tłustymi, ociężałymi tarlakami okazały się niezwykle zwinnymi i bardzo walecznymi. Ilość oraz gabaryty łowionych sztuk przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Ryby w granicach 14-16kg, które początkowo ważyliśmy i fotografowaliśmy okazały się przeciętnymi. Już po dwóch dniach nie wyciągaliśmy ich nawet z wody. Są to tak silne ryby, że mimo zaciętej walki i faktu, że ciągnęliśmy je z głębokości ponad 120 metrów, skreje po wypuszczeniu swobodnie odpływały z powrotem…  Największe okazy, jakie złowiliśmy to 29kg (Paweł), 25kg (Łukasz), 23kg (Paweł), 22kg (Łukasz) i jeszcze kilka sztuk w granicach 20kg.

Przez pierwsze sześć dni naszego wyjazdu pogoda nas po prostu rozpieszczała. Mimo niskich temperatur (około 1C w „nocy” oraz 6-7C w dzień) było bardzo przyjemnie, jedynie podczas podróży łódką do łowiska i z powrotem musieliśmy się ubierać po szyję. O tej porze ciemno było tylko przez około 2-3 godziny. Siódmego dnia zrobiliśmy sobie przerwę od wędkarstwa. Nikt nie spodziewał się, że tak intensywne i obfite połowy mogą dać nam w kość na tyle, że zapragniemy odpoczynku. Wielogodzinna walka z ogromnymi i walecznymi skrejami była ekscytująca i niesamowita, ale naprawdę wycieńczająca fizycznie. Nigdy podczas wszystkich naszych wyjazdów na przestrzeni 10 lat to się jeszcze nie zdarzyło. Tego dnia wybraliśmy się więc jedynie na dwugodzinne połowy we fiordzie, które okazały się niezbyt ciekawe, więc bez wyrzutów sumienia wróciliśmy na relaks. Ostatni ósmy dzień przywitał nas niezbyt ładną pogodą. Już wiedzieliśmy, że nie pozwoli ona nam na wypłynięcie na otwarte morze. Nie zastanawiając się długo, umyliśmy łódkę i oddaliśmy ją właścicielowi. Ten zaproponował swoje auto, więc pojechaliśmy pozwiedzać Tromso.

Podsumowując – śmiało mogę stwierdzić, że wyjazd  wędkarski do Maribel Sjohus był zdecydowanie najlepszym z wyjazdów w mojej 10-letniej wędkarskiej „karierze”. Złożyło się na to kilka czynników: trafiony termin, pogoda, dobry ośrodek, świetny właściciel oraz oczywiście sprawdzona ekipa. Samolot jako środek lokomocji okazał się świetnym rozwiązaniem. W porównaniu do poprzednich wyjazdów, gdzie traciliśmy na dojazd w dwie strony 4 dni, tym razem zaoszczędziliśmy czas, pieniądze i przede wszystkim swoje siły.

Chciałbym szczególnie polecić to miejsce ze względu na właściciela Eivinda, który bardzo ułatwił i umilił nasz wyjazd. Mimo iż Eivind wydawał nam się czasami nawet zbyt wymagający wobec klientów (kazał myć łódkę dwa razy, a potem sam jeszcze poprawiał), to jego zaangażowanie z pewnością przełożyło się na nasze ogromne zadowolenie.

Plan wyjazdu:

-> 27.05. Logistyka, przygotowania i pakowanie się.
27.05. Wyjazd z domu -> Przejazd do Gdańska ->  13:00 Lot Gdańsk – Oslo 14:30  -> 16:30 Lot Oslo – Tromso  18:15-> Transfer do ośrodka zrealizowany przez właściciela -> 20:00 Pierwsze połowy we fiordzie.
28.05 – 04.05 -> Pobyt na miejscu i wędkowanie.
05.05 -> Wycieczka do Tromso i pakowanie się
06.05 -> Loty powrotne i przyjazd do domu.

Zdjęcia z wyprawy